Rozpaczliwy apel nad okopami zeszytów, po 2 godzinach odrabiania lekcji.

Praca domowa – szkoło, nie dobijaj mnie!

Z dnia na dzień praca domowa: angielski:4 strony, matematyka pół strony zadań. Jeszcze jakiaś zaległapraca z plastyki, jeszcze przypomnieć sobie przyrodę na dzień następny. I kolejny dzień kończy się, jak górnicza szychta. Kreatywna szkoła? Panie Robinson, nie rozśmieszaj mnie! Szkoła ma przygotować do testów, parcy w mozole i życia.

Wieczorem mail od mamy, załamanej jako i ja:

Jestem już maksymalnie zmęczona edukowaniem dziecka, chociaż nie ma problemu z przyswajaniem wiedzy. Coraz więcej się od nich wymaga, a nie ma czasu na ugruntowywanie zdobywanych informacji.

Zadan domowych jest tyle, że ręce dzieciom odpadają, a ja mam ochotę już wyć z wściekłości. Zadania po kilka dziennie na dzień kolejny to już standard i jedno ważniejsze od drugiego. Pracujemy chyba więcej godzin dziennie w domu niż w szkole. O rozmowie i miłym spędzaniu czasu z nimi już nawet nie myślę, z utęsknieniem czekam na ferie a potem na wakacje. Nie wiem jak u Was, ale moje dziecko coraz częściej przynosi uwagi, że nie ma jakiejś pracy domowej, przy czym nie znajduję też w zeszycie informacji, że jakaś praca była zadana. Czy to tylko roztargnienie, czy może za słaby przekaz do uczniów, że coś powinni zapisać i przygotować na dzień kolejny?

Ostatnio rozmawiałam z nauczycielką jednej ze szkół podstawowych w Warszawie i oni mają u siebie taki system, żeby w pierwszym półroczu klasy IV pozytywnie motywować dzieci do pracy, przygotować do pracy w trochę innym systemie nauki i oceniania oraz maksymalnie zmniejszyć stres z tym związany. Jedną z metod jest np. nie „nagradzanie” pracy dziecka notami 1 i 2 oraz dodatkowa praca z dziećmi, które mają jakieś problemy. A u nas jedynki są na porządku dziennym od początku. U nas to przejście do klasy IV przypomina naukę pływania przez wrzucenie dziecka na głęboką wodę – albo sobie poradzi, albo utonie. Jak rodzica nie ma w pobliżu to nie ma mu kto pomóc.
 Ta cała rywalizacja, którą nam się funduje na co dzień w różnych dziedzinach życia prowadzi do tego, że właśnie m.in. w szkolnictwie zza tych wskaźników wynikowych nie widać już dzieci, ich pasji, uzdolnień, potrzeb. Nie ma zrozumienia, życzliwości, pomocy, jest tylko harówka na dobre i coraz lepsze noty. A potem jest zdziwienie, że coraz częściej i to coraz młodsze dzieci sięgają po dopalacze (dzisiaj mieliśmy np. taką właśnie pogadankę na zebraniu w gimnazjum).

To jakieś błędne koło.
Nie wiem co się dzieje – ale mnie ta cała sytuacja przerasta i załamuje.
L.

A co na to dzieci? W 2011 roku magazyn „Die Zeit” opublikował list otwarty 15-letniej prymuski z Hamburga: „Mam problem. Chcę złożyć skargę, tylko nie wiem, do kogo. Moje życie to stres i presja. Nie ma czasu i sił na hobby. Nie ma wypoczynku ani zabawy. Budzę się i pędzę do szkoły, zadania szkolne kończę o godz. 23. Każdy wie, że szkoła to nie życie, ale moje życie jest w szkole. Oczekuje się od nas, żebyśmy byli maszynami, które pracują co najmniej 10 godzin dziennie. Czy dorośli, którzy podejmują za nas decyzje, próbowali kiedykolwiek wczuć się w nasze położenie?„.

O tym samym pisał też Tata na Juniorowie 

Rozpaczliwy apel nad okopami zeszytów, po 2 godzinach odrabiania lekcji.
Rozpaczliwy apel nad okopami zeszytów, po 2. godzinach odrabiania lekcji.

W Szwecji pewnego dnia sfrustrowane dzieci spaliły swoją szkołę. Na zgliszczach narodziła się Szkoła z mocą. Mi mocy wystarcza póki co na szklankę wina po zakończeniu odrabiania lekcji… Oraz podzielenie się z wami moją frustracją.

Czasem praca domowa to przyjemność : ) Szkoda, że Święta BN są tylko raz w roku...
Czasem praca domowa to przyjemność : ) Szkoda, że Święta BN są tylko raz w roku…
FacebookTwitterGoogle+EmailShare

One thought on “Praca domowa – szkoło, nie dobijaj mnie!

  1. Klasa IV to był istny horror. Nie pamiętam, czy dzieci miały jakąś ulgę w ocenianiu, ale bez pomocy z zewnątrz niewielu dawało sobie radę. Dodatkowo miałam wrażenie, że osoby, które układały program dla klas 4-tych nie miały w ogóle pojęcia o tym, co było robione w klasach 1-3!
    U nas po szkole, w domu doświadczona nauczycielka pracowała 4 dni w tygodniu po 3-4 godziny. Całą 4-tą klasę. W piątej powiedzieliśmy pas, uczy się sama. Na tyle, na ile da radę. Nie wszystko idzie jak z płatka, ale jest całkiem nieźle. Nie musi mieć piątek. Kłania się o. Szustak :), choć wiem, że czasem trudno tak wszystko odpuścić.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *